PLUSy w szafie.

Jedna pani, której kompletnie nie znam, ale z tekstu wynika, że jest opiniotwórcza, powiedziała, że po epidemii będziemy nosić ubrania więcej, niż pięć razy.

W ten sposób dowiedziałam się, jak bardzo jestem nie-na-czasie. Bo mam tylko cztery pary dżinsów, które noszę na okrągło…

I tak sobie pomyślałam, czy by nie wrócić do mojej niespełnionej fascynacji pod tytułem STO(s) RZECZY…

Bo ja w ogóle nie czuję potrzeby kupowania ciągle nowych ciuchów. Mam tu na myśli łażenie po sklepach i kupowanie dwudziestej bluzki, bo przecież mamy nowa kolekcję i ta sprzed trzech tygodni jest karygodnie passé. Ja jestem szczęśliwa, jeśli uda mi się znaleźć dżinsy, w które się mieszczę i koszulkę nie wyglądająca jak trzyosobowy namiot! Chociaż muszę przyznać, że odkąd nieco schudłam sklepowe przymierzalnie nie straszą mnie aż tak bardzo, jak wcześniej i nawet przestałam odwracać przy nich głowę w drugą stronę…

Prawdę mówiąc nie pamiętam jak wyglądają, bo zaraz po tym, jak przestałam odwracać głowę, zamknęli sklepy z powodu epidemii…

Wracając do tematu: bardzo współczuję ludziom, którym dopiero epidemia uświadamia, że nie muszą dwadzieścia pięć razy w roku wymieniać garderoby. I że naprawdę można jedną parę butów nosić przez kilka sezonów. Really.

Jednak Internet nie jest tak zupełnie do niczego. Można się z niego wiele dowiedzieć…

PS.
Jasne, że mam PLUS na dziś!

Kolejny sweter jest na mnie ZA DUŻY.