Skutki izolacji

Podobno to wszystko jest rezultatem pandemicznej izolacji. Innymi słowy: ludzie dostają pierdolca

(cholera, miałam dbać o kulturę języka… no ale co ja na to poradzę, że ludzie NAPRAWDĘ dostają pierdolca???)

od siedzenia w domu. Przez ostatni rok doświadczyli tylu emocji, ilu czasami nie zaliczali w ciągu dekady. Bo zdążyli i odpocząć, i znudzić się, musieli przeżyć rozczarowania wynikające ze zmiany (lub totalnej ruiny) planów i założeń życiowych, rozchwiali się emocjonalnie od sprzecznych informacji pandemicznych, wkurzyli na maksa, kiedy ich święty spokój został doprowadzony na krawędź wytrzymałości. I sami już nie wiedzą, czego chcą, ale coraz bardziej im na tym zależy.

Pośmialiśmy się?

To teraz wyobraźcie sobie rodzinę z niepełnosprawnymi dziećmi, która większość życia spędza w izolacji. Fizycznej, społecznej – jakiejkolwiek. Czasami w ogóle nie wychodząc z domu, bo z dzieckiem nie da się wyjść.

A czasami dlatego, że łatwiej jest nie wychodzić.

Porozmawiamy o izolacji?

Najpierw odpadają znajomi. Bo ile można słuchać o tym samym? Bo nie da się niczego zaplanować. Albo jak to ujęła jedna moja była koleżanka: „Jezu, ty musisz wszystko uzależniać od tego dziecka?”.

Potem zaczyna się cyrk z rodziną. Bo różnie bywa i wprawdzie miejska legenda mówi o przypadkach babć, dziadków czy ciotek angażujących się w opiekę nad niepełnosprawnym dzieckiem, dzięki której część rodziców może pracować, mieć pasje czy po prostu złapać oddech. Ja jednak traktuję to mniej więcej jak Carrie Bradshaw traktowała Mary Jane Manolo… Jako MIT. Rzeczywistość jest taka, że rodzina po próbach wbicia ci do głowy, że przesadzasz, zaczyna uważać, że przecież twoje życie jest normalne, bo każdy ma jakieś problemy, i bez żadnych skrupułów wysyła ci po prostu kolejną pocztówkę z wakacji w Egipcie czy wrzuca na WhatsAppa film ze słonecznej plaży, kiedy ty właśnie od pół roku nie wychodziłeś z domu dalej niż po bułki, bo twoje niepełnosprawne dziecko postanowiło do końca życia nie opuszczać swojego pokoju.

To jeszcze jeden cytat. Mną osobiście wstrząsnął.

No. Szok, nie?

U nas jedyną zmianą było to, że nie wyjechaliśmy nigdzie na wakacje (o czym Kuba przypomina nam raz na tydzień) oraz zdalne nauczanie (temat wiecznie żywy), zawieszenie zajęć sportowych (uaktywnia się w poniedziałki, kiedy był tenis i za każdym razem, kiedy Jakub przypomina sobie, że dawno nie był na basenie) i wyjść do restauracji (który to problem Kuba przybliża nam podczas każdego posiłku).

Domyślam się, że dla osób prowadzących normalne życie pozadomowe ta izolacja jest bardziej dotkliwa. Ale zanim zaczniecie masowo blokować infolinię najbliższej poradni w celu uzyskania antydepresantów, bo „dłużej już tego nie wytrzymacie”, pomyślcie o ludziach, którzy w ten sposób spędzają większość życia. Z konieczności, nie z własnego wyboru.

Może kiedy następnym razem matki niepełnosprawnych dzieci wyjdą na ulice lub będą okupować sejm z żądaniami pochylenia się nad ich sytuacją, przypomnicie sobie jak się żyje w narzuconej izolacji? I przynajmniej rączka wam drgnie ZANIM napiszecie jakiś wredny komentarz pod ich adresem.