Zimowy spacer

Jesteśmy uratowani!

Spadł śnieg i nie stopił się przez noc. Na dodatek jest taki idealny do lepienia śnieżek i bałwana: mokry i lepiący.

Właśnie wróciliśmy ze spaceru i chociaż zmarzliśmy (a my wszyscy jesteśmy mrozonieodporni), to przynajmniej Kuba dostał swój śnieg, zima jest zaliczona a my ocaliliśmy resztki resztek zdrowia psychicznego.

No bo pamiętacie co się dzieje, kiedy śniegu nie ma nawet przez chwilę? W ubiegłym roku złapaliśmy dosłownie dwie godziny śniegowe – Kuba zdążył wrócić ze szkoły i zanotować białe połacie wokół, zanim wieczorem wszystko się roztopiło. Ale nawet ta chwila uratowała nas przed tygodniami trucia, że „nie było śniegu”.

Z wielkim zdziwieniem przyjęliśmy do wiadomości, że nie każdy biały jest tak samo biały. Na przykład Luna wyglądała na nieco przybrudzoną i pierwsza moja myśl dotyczyła raczej konieczności wykąpania jej…

Jak widać na powyższej dokumentacji fotograficznej – panicze raczej zadowoleni, więc i ja się cieszę (że o pupilce nie wspomnę). Mogę spokojnie udać się do kuchni i zetrzeć buraczki na obiad, ponieważ dzisiaj kuchnia serwuje mielone z kaszą i buraczkami.

Obawiam się, że to oznacza zwycięstwo moich synów w negocjacjach na temat „Może by tak jakiś normalny obiad? W końcu mamy ferie…”.