PLUSy

Od mniej więcej roku codziennie wieczorem szukam pozytywnych rzeczy, które mogłabym wpisać do dziennika. Pomagają mi zerwać z wielopokoleniową, rodzinną tradycją i porzucić pozę „moje życie jest do bani”.

Nie jest to proste, bo chociaż marzę o PLUSach w rodzaju: „przespana noc”, to najczęściej pojawia się: „JESZCZE ich nie pozabijałam”, ale zawsze jakiś udaje mi się znaleźć. Chociaż jeden. Choćby taki, że obudziłam się rano i żyję.

O PLUSach pisałam wielokrotnie. I wiele też razy odbijałam się od nie wiedzieć po co budowanego muru, że to jest bez sensu. No nie jest. Bo kiedy nauczymy się znajdować w naszym życiu pozytywne zdarzenia, zaczynamy mniej się umartwiać i mniej narzekać. A wtedy mamy szansę na nieco lepsze życie, niż rozżalona egzystencja.

Ja na przykład wierzę w to, że można wyćwiczyć umiejętność dostrzegania dobrych rzeczy. I że kiedy zaczynamy je dostrzegać, te złe przestają mieć nad nami taką władzę. A może nawet zaczynamy przyciągać kolejne dobra? Kto wie… Jedni wierzą w świętego Mikołaja, inni w powrót wysyłanej w świat energii…

Czasami jest naprawdę ciężko. Bo kolejna noc zarwana, suka od rana niszczy wszystko, chłopaki piedolca dostają i drą się o byle drobiazg, mąż znowu nie wie, co zrobił z pieniędzmi, a rodzice przypomnieli sobie, że dawno mi nie dokopali, więc pora wyciąć jakiś spektakularny numer. Ale nawet wtedy staram się znaleźć jaką jedną, małą, pozytywną myśl na koniec dnia. I na ogół mi się udaje.

Wiem już jaka będzie ta dzisiejsza.

Jakie mam szczęście, że już nie muszę zimą, o siódmej rano, gdy za oknem ciemno, zimno i wyjątkowo niezachęcająco, nigdzie wychodzić z domu.