Życie z autystą. Odcinek: Nie chcę lekcji zdalnych.

Mąż mnie wczoraj wyprowadził z równowagi. Tuż przed spaniem, chociaż wie, że sen u mnie droższy od pieniędzy. Po całym dniu dość ciężkich bojów z Kubą. I właściwie pominę akapit o tym, jak wyglądały ostatnie tygodnie, miesiące czy lata.

Poszło o Kubę, bo my klasycznie kłócimy się o dzieci, pieniądze, albo coś, czego małżonek nie zrobił, a miał zrobić od wielu tygodni.

Kuba miał ciężki dzień, wczoraj o tym pisałam – jak ktoś chce, może sobie przypomnieć. Wieczorem doszło do tego, że jęczał w pokoju coś na temat umierania w szpitalu, więc możecie sobie wyobrazić.

To umieranie wzięło się z mojej uwagi, że jeśli będzie uderzać głową w biurko (czy cokolwiek innego), to może dostać wstrząśnięcia mózgu i wtedy trzeba wzywać pogotowie, możliwe że jechać do szpitala, a w szpitalu nikt z nim nie będzie mógł zostać – tak jak siedziałam z Jankiem na kardiologii. Oczywiście to wszystko było w ramach tłumaczenia i wyjaśniania – nie straszenia szpitalem. Chciałam, żeby zrozumiał, że konsekwencje takiego postępowania mogą być o wiele poważniejsze, niż tylko chwilowy ból głowy.

No to sobie stworzył własną wersję.

Problem z Jakubem polega na tym, że nigdy nie wiadomo, co on myśli. Chyba, że jakimś cudem uda mi się odgadnąć, albo wyjdzie sytuacyjnie. Jego wychowawczyni określiła to kiedyś: „praca ślepego sapera na polu minowym” i trudno o trafniejsze porównanie.

Ponieważ ostatnio odcina mi zasilanie, na dodatek bez ostrzeżenia, wieczorem poszłam się położyć. Mnie życie naprawdę bardzo wyczerpuje. Chłopaki po kolei okupowali łazienkę, żeby nie walić drzwiami jak zasnę.

Kuba po myciu ma taki rytuał (a wiadomo, że rytuały i schematy to dla autysty świętość), że schodzi na dół na herbatę. Zatem Piter, który sprzątał po kolacji, mu tę herbatę zrobił.

I słyszę, jak mój autystyczny, słabo komunikujący syn, mówi na dole:

„Nie chcę lekcji zdalnych.”

Przy Kubie mówiącym o swoich potrzebach, w dodatku takim jasnym tekstem wprost, wygrana fortuny w Lotto jest nudną codziennością. To dla przypomnienia. Prędzej znajdziesz na ulicy podpisaną swoim imieniem i nazwiskiem kopertę z milionem dolarów, niż dowiesz się od Kuby, o co mu chodzi i to w ten sposób, że on sam do ciebie przyjedzie z jasną deklaracją.

Cały dzień z nim przewalałam temat.

CAŁY DZIEŃ się starałam dotrzeć, męczyłam, kombinowałam, uprawiałam pedagogiczną ekwilibrystykę, sięgałam do bolesnego arsenału doświadczeń Matki Autyzmu. Bo zaprawdę powiadam wam: niewiele można zrobić wobec walącego łbem w cokolwiek dorosłego autysty. Jedyne, co można, to pierdyliard razy wyjaśniać i liczyć na nanoszansę (jeśli jest coś mniejszego to podpowiedzcie), że cokolwiek, jakiś strzęp z tego całodziennego obrabiania tematu, gdzieś tam zakotwiczy i cokolwiek, powtórzę: COKOLWIEK da. Że wreszcie Jakub powie, czego nie chce zamiast walić głową w biurko, podłogę, ścianę, komputer czy okno. Że nie rozwali sobie głowy. Nie dostanie wstrząsu mózgu. Nie trzeba będzie go potem obserwować całą dobę. Ani wzywać karetki. Ani pakować do szpitala, gdzie po prostu przypną go pasami, bo on nie współpracuje.

Szczytowym wczorajszym moim osiągnięciem było to, że napisał (SAM!) na kartce: „Jestem zmęczony i potrzebuję przerwy.” – i miał tego użyć, jeśli nie będzie chciał lekcji. ZAMIAST autoagresywnej demolki.

I on przychodzi i mówi, że nie chce lekcji przez Internet!!!

I co robi mój mąż?

MÓJ MĄŻ GO OPIERDZIELA!!!

cdn…