Pasja

„Bez pasji nie ma kreacji.” – powiedział znienacka BlueBoy, wbijając mnie nieco w fotel. – „Jakie ja mam pasje, mamo?”

Z pasjami BlueBoya poszło nam dość łatwo. Lego, filmy, książki, DC, Marvel, 007, Harry Potter, muzyka, rower, spacery…

O wiele gorsze było następne pytanie:

„A jakie WY macie pasje?”

On naprawdę oczekiwał wyczerpującej odpowiedzi. Tymczasem nas wyczerpywało samo jej poszukiwanie… Bo wyszło nam, że pasję to my mamy jedynie od czasu do czasu, a i to głównie szewską…

BB nie był zadowolony i kazał nam się wysilić. Chociaż przyznać muszę: zastrzegł, że pamięta i może nawet rozumie nasze uwagi o tym, jak zmęczenie oraz daleka od sielanki atmosfera w domu zabijają potrzebę samorealizacji.

Piter kiedyś robił zdjęcia. Te fascynujące „dwadzieścia ujęć kwitnącego kasztanowca”, które doprowadzały mnie do pasji. Zwłaszcza, że ja w tym momencie ciągnęłam za sobą na „miłym, rodzinnym spacerku” dwa uwieszone symetrycznie do rąk, balasty. Poza tym pasjonował się historią i dużo czytał.

Teraz nie pamięta, kiedy ostatni raz miał w ręku książkę… Inną niż podręcznik BlueBoya do matmy albo skrypt PMI.

Moją pasją zdaje się od lat jest „przeżyć mimo wszystko”, ale raczej trudno tym szpanować na salonach.

I chyba mam tu problem podobny do słynnego pytania Eweliny: „W czym jesteś cudowny?”*, bo o ile znajdę jeszcze jakieś rzeczy, które lubię robić, do wszystkim im daleko do pasji.

No to siedzę i myślę. Jakie mam (ewentualne) pasje?

A trzeba było odpuścić sobie to całe stawianie (z pasją) Młodego na nogi, tę całą rewalidację, edukację i uspołecznianie!!! To by człowiek spokojnie pił kawę, a nie zastanawiał się, dlaczego nie ma pasji i jak bardzo mu daleko z tego powodu do kreatywności…

*
Dla krótkiego przypomnienia:
Jedno z ćwiczeń na wspominanym tylekroć przeze mnie kursie Eweliny Stępnickiej, polegało na wypisaniu rzeczy, w których jest się cudownym. To było ćwiczenie z samooceny, z odcięcia się od tego, co inni o nas myślą i jak nas oceniają.
I co ja zrobiłam?
Poszłam do chłopaków zapytać, co ja w ogóle robię dobrze? Bo cudownie, to ja chyba umiem tylko się dołować…