Tłusty Czwartek 2021

I jak wam minął Tłusty Czwartek? Bo ja, szczerze mówiąc, pomyślałam w pewnej chwili, że jeśli jeszcze gdzieś zobaczę zdjęcie pączków albo pytanie ile ich dziś zjadłam, to chyba zwymiotuję…

Pączki były wszędzie, więc odpuściłam sobie okazjonalne dołączanie do tematu. Chociaż pączki generalnie lubię, tylko niekoniecznie w Tłusty Czwartek.

Chłopaki namówili mnie na zestaw pączkowo-donatowy w Boys Meat Girls i powiem wam, że była to świetna decyzja! Bez czekania w kolejce, odbiór własny, pączki i donaty doskonałe! Mam nadzieję, że włączą je do oferty, bo teraz robili tylko na tłustoczwartkowe zamówienie.

Tradycji stało się zadość, bo po południu zadzwonił Tatui z informacją, że gdybyśmy chcieli podjechać, to Ela zrobiła kilka pączków… A wiadomo, że pączki Eli to jest w ogóle absolutne mistrzostwo i stały punkt w kalendarzu. Dlatego wdzięczna jej jestem ogromnie, bo panicze mogli sobie odhaczyć, że Tłusty Czwartek zaliczono.

Poza tym tradycyjnie mąż próbował mnie zabić (tym razem zupą groszkową, której przemysłowe ilości usiłował we mnie wmusić, wskutek czego strasznie się pochorowałam), Kuba wrócił niezwykle zadowolony ze szkoły (i chyba powinien przez kilka dni pozostać na diecie bezcukrowej…), BB jakoś tak półgębkiem zasugerował, że powinnam zajrzeć do poczty, bo mi wysłał tematy prac zaliczeniowych z historii i polskiego i chyba czas najwyższy się nimi zainteresować…

Zdycham strasznie, chociaż odgrywam kozaka. Praktycznie od dwóch dni ograniczam swoją aktywność do dowlekania się do łazienki. Aż się boję pomyśleć, co zastanę na dole, jak już uda i się pokonać schody…