Kryzys

Źle się dzieje na Marcepance…

Skupieni na gaszeniu doraźnych zarzewi, nie dostrzegliśmy pełznącego czadu.

Ja nie wiem, czy akurat czad pełznie, ale obrazowo tak to mniej więcej wygląda.

Kuba udaje, że jest chory, żeby zostać w domu.

Nie wiem, czy załapaliście, więc powtórzę: mój autystyczny syn udaje, że jest chory. Słabo mu idzie, bo udawanie stoi w totalnej sprzeczności z autystyczną naturą Jakuba, ale sam pomysł, żeby wykombinować chorobę, aby mieć święty spokój, jest niebywały.

Jak udaje? Nieudolnie… To znaczy skarży się, że „boli go głowa, ma kaszel, katar i bóle mięśniowe” (ciekawe którym tekstem reklamowym leci?), ale nie zachowuje ostrożności i chwilę po tej deklaracji oraz upewnieniu się, że do końca tygodnia siedzi w domu, zaczyna ćwierkać za zamkniętymi drzwiami swojego pokoju i generalnie coś go ogromnie cieszy…

BlueBoya ponosi. Teraz już coraz bardziej i ja nie jestem w stanie tego wytrzymać. Dochodzi do gigantycznych awantur, po których ja schodzę z tego świata i zmuszona jestem aplikować sobie zawartość mojej kardiologicznej apteczki, co przy mej histerycznej wręcz awersji do przyjmowania jakichkolwiek leków jest aż nazbyt wymowne.

Piter chyba ma wszystkiego dość, ale nie bardzo mam jak się tego dowiedzieć, bo na stałe przylutował sobie słuchawki i mikrofon od Teamsów i praktycznie w ogóle go nie widuję poza kolacją. Chwała Bogu, że zostawia czasami ślady swojej bytności w postaci świeżego chleba, czy mięsa na rosół, bo od tygodnia z hakiem jedyną aktywność fizyczną z mojej strony daje się zauważyć na trasie: laboratorium-ekg-kardiolog.

Tak myślę, że i tak dużo czasu zajęło nam pandemiczne wypalenie. Niektórzy lądowali na terapii już dziesięć miesięcy temu! Nie wiem, czy jesteśmy bardziej odporni – z pewnością mamy większą wprawę w radzeniu sobie z kryzysowymi sytuacjami, ale nie mogę powiedzieć, żeby mnie to jakoś szczególnie pocieszało.

BB dobiła izolacja. Od wielu miesięcy nie widział się z koleżankami. Wszyscy są teraz zajęci egzaminami maturalnymi i nie mają czasu nawet na pogadanie przez telefon. Kina od dawna zamknięte. Centra handlowe – sami wiecie. Zajęcia sportowe odwołane. On sobie z tym kompletnie nie radzi, a ja nie mam pojęcia, jak mogę mu pomóc.

Nic więcej nie napiszę, chociaż to tutaj to zaledwie wierzchołek problemu, który nieustannie rośnie i nie widać, aby coś mogło go powstrzymać…

I jak zwykle w naszej historii: nikt nie ma pomysłu na poprawę sytuacji, więc wszyscy oczekują ode mnie, że coś zrobię.

No wiecie – jak BB nad Bałtykiem w 2009: „Mamo, ta woda jest zimna. ZRÓB COŚ!”