BuJo, ciąg dalszy

Obawiam się, że jak ja się na coś uprę, to i bulterier nie pomoże…

No przepraszam, nie mogę być AŻ TAKIM ideałem. Ja nie Miss Piggy…

Wracając do tematu: ostatnio mam obsesję na punkcie Bullet Journal, czyli notesów, które wypełnia się według własnych potrzeb i upodobań. W przyszłym roku planuję w ogóle przejść na BuJo, bo gotowe planery nigdy nie są dla mnie wygodne: ja nie mam aż tylu zajęć w tygodniu, żeby nimi wypełnić grafik, za to brakuje mi miejsca na dziennik i w ogóle organizacja tych organizerów jest w moim przypadku mocno dezorganizująca.

Na razie studiuję layouty i inspiruję się inspirującymi bulletowymi influencerami, nawet opracowałam na własny użytek parę szablonów, ale nieodmiennie pozostaje mi problem rysunków. Bo wiecie… Jak narysowałam pomidora, to mnie Piter pochwalił, że bardzo ładna ta truskawka…

A mnie się akurat skończyło MP, więc znalazłam się na krawędzi…

Ale zamiast się w nią rzucić, zgodnie z zasadą przyciągania kliknęłam sobie w empik.com i co ja znalazłam?

Podręcznik do BuJo!!!

Z propozycjami stron, jakie mogą się znaleźć w notesie. Ze spisem przydatnego wyposażenia. I (co najważniejsze): z instrukcją rysowania!!!

Mamy tu ćwiczenia, pozwalające jakoś ogarnąć te halloweenowe dynie i wiosenne kwiatki, krok po kroku. A jeśli nadal nasz talent wykazuje tendencje, że się tak wyrażę, odwrotne: zawsze możemy po prostu przerysować pozostającego poza naszym artystycznym zasięgiem flaminga. Czy tam pomidora…

Przyszłość przede mną!