Aktualizacja

Dobrze, proszę państwa… Wyjaśnijmy sobie kilka podstawowych kwestii:

Po pierwsze: ja się kompletnie nie znam na blogach. Ani na Internecie. Ani na tym czymś, na czym znają się ludzie, którzy się znają. Ale tak się złożyło, że trochę mnie Nowa Oberżyna zaczęła irytować i postanowiłam coś z nią zrobić.

Nie porzucić, bo przecież obiecywałam publicznie, że więcej bloga zmieniać nie będę, więc nie zmieniam – w sensie, że nie porzucam, tylko szukam opcji rozszerzenia możliwości.

Wkurzają mnie różne blogi, bo są o niebo lepsze, a ja nie wiem nawet, jak się do nich zbliżyć…

Szlag mnie trafia, bo już nie pamiętam ograniczeń, które mi nie przeszkadzały na pierwszych moich blogach dwanaście lat temu, za to niezwykle boleśnie odczuwam brak satysfakcji przy tym, który miał być ostatnim.

I w końcu pada decyzja: biorę wersję PRO.

Nie mam pojęcia, jakie dodatkowe możliwości mi ona da, ale wiem, że jakieś są. Wszelkie próby zgłębienia tematu przyprawiają mnie o ból głowy, ale w ramach prezentu urodzinowego ładuję sobie tę PRO wersję Julii i… No i zaczyna się zabawa…

Wszystko robię na wyczucie, bo z angielskiego poradnika nie rozumiem ani słowa. Raz, że po angielsku. Dwa – w jakimś jeszcze bardziej obcym mi slangu, którego nawet nie umiem nazwać. Pojęcia nie mam, co oznaczają różne wyrazy i co mi każą zrobić, niby step by step.

Z drugiej strony dobija mnie świadomość, że szablony blogowe przygotowane są dla amerykańskich miłośniczek tipsów i Beyoncé, więc z założenia nie mogą być zbyt skomplikowane, skoro u nich na kubku z kawą na wynos jest ostrzeżenie, że zawartość jest gorąca! No to jak ja nie załapię??? Nie dobijajcie mnie, na litość boską!!!

I dokładnie w chwili, kiedy drugi raz ładuję ustawienia demo, żeby je potem pozmieniać na własne, Kuba ponownie dochodzi do wniosku, że pieprzy to całe nauczanie zdalne i on właśnie sobie rozwali łeb, żeby mieć wolne. Po interwencji i ustaleniu z nauczycielem, że jeśli będzie problem, to mają zakończyć lekcję, jest chwila przerwy, a potem już wszystko leci hurtem.

W tym momencie wywala mi się wszystko, co wydziubałam przez ostatnie dwie godziny i NIE WIEM DLACZEGO.

BB drze pysk ze swojego pokoju, że ma angielski.

Poproszony o pomoc Piter twierdzi, że nic nie słyszał.

Kuba drze się, że on nie chce czegoś tam.

Ja ich zaraz pozabijam, chyba że NAJPIERW eksploduje mi serce. A to już za chwilę.

Piter zabiera BlueBoya do ortodonty.

Próbuję odzyskać utracone dane, kiedy Kuba zawiesza się na deklaracji, że SAM PÓJDZIE NA SPACER.

Dzwoni babka z przychodni, że mi jutro holter przywiozą, tylko muszę go sobie SAMA założyć.

Julia wywala się po raz kolejny.

Zaraz wyrzucę ten komputer przez okno.

A już NAJBARDZIEJ lubię w takich sytuacjach teksty: „Oj dasz sobie radę.” JAKĄ RADĘ, DO CIĘŻKIEJ CHOLERY, skoro ja nie rozumiem ani słowa z tego, co do mnie komputer mówi???

CO NA MOIM BLOGU NADAL ROBIĄ WPISY Z DEMO???

To teraz bądźcie tak mili i idźcie TERAZ na Oberżynę. I powiedzcie mi, jak ją widzicie po tych zmianach.

Być może to będzie OSTATNI DOBRY UCZYNEK, jaki będziecie mogli mi podarować.

POWIEDZIAŁAM: TERAZ!!!