Sposób na Święty spokój

Znalazłam IDEALNY sposób na rozwiązanie wielu moich problemów!

A przynajmniej kilku z nich.

Nieprzespane noce?

Arytmia i kołatanie serca?

Wkurzające dzieci i irytujący mąż?

ZAŁÓŻ SOBIE HOLTER!!!

Ja wiem, że to nudne, ale nie zakładam, że wszyscy trzymają w pamięci wszystko, co kiedykolwiek napisałam, więc przypomnę. W SKRÓCIE.

Mam od kilku lat problemy kardio i póki co lekarze nie są w stanie ich zdiagnozować. Od czasu do czasu bywa lepiej, a potem znowu tygodniami nie śpię, bo mi serce próbuje wyrwać się na Kilimandżaro i przenośnia tu dotyczy wysokości, nie że jakieś romantyczne spacery w planach. EKG – w normie. Holter – nie wykazuje nieprawidłowości. Echo serca – nic, co kazałoby pisać testament i lecieć po czarną kieckę. A ja „umieram”. Holtera nakładanego na tydzień odmówiłam, bo mam alergię na klej od elektrod i ledwo wytrzymuję z nimi 24 godziny. Nie sposób zatem trafić na problem, bo kiedy mam założony normalny, ten dobowy, to akurat tak się dziwnie składa, że w domu panuje sielanka, nikt mnie niczym nie denerwuje, a do tego śpię, jak niemowlę.

Ostatnio znowu było u nas dość rozrywkowo, więc mój kardiolog, wypisał skierowanie na holter, wzdychając z rezygnacją, że pewnie znowu niczego nie uchwycimy, ale nie ma innego pomysłu.

Na termin badania w Luxmedzie… No to jednak prędzej ta czarna kiecka wchodzi w grę… Nasz pakiet medyczny przewiduje w takiej sytuacji refundację kosztów badania, więc Piter znalazł po sąsiedzku poradnię, wykonującą usługę… zdalnie…

I ja wam powiem, że to mi się bardzo podobało!

Telefonicznie zapisałam się na badanie. Przysłali mi kurierem sprzęt z instrukcją. Elegancki, wygodny (jeśli spanie z holterem można zaliczyć do wygody), przesyłający na bieżąco dane do Centrum Monitorowania, z opcją zgłaszania w czasie rzeczywistym problemów.

Oczywiście przez dobę żadne problemy nie wystąpiły.

Żadne.

Nie dość, że miałam dwadzieścia cztery godziny bez duszności, arytmii, kołatania serca, ataków paniki i alarmującego bólu w klatce piersiowej, to nawet nie dostałam alergii od elektrod.

I ja w ogóle pozostawię to bez komentarza, bo zaraz się okaże, że Tatui miał rację wysyłając mnie do psychiatry.

Tylko on to robił ze względu na moje wypowiedzi na jego temat, oczywiście skrajnie nieprawdziwe i w żaden sposób nieuzasadnione, a nie z troski o moje problemy z sercem i nieprzespane noce.

Moi synowie byli anielsko uprzejmi, pomocni i spokojni, mąż przypierdzielał się okazjonalnie, a suka nie zeżarła żadnego mebla.

Po wszystkim zgłosiłam telefonicznie zakończenie badania, miła pani zamówiła mi kuriera po odbiór sprzętu, który to kurier przyjechał w ciągu kwadransa i pozostało mi jedynie czekać na maila z wynikami.

A, na koniec taki mały cytacik z wczoraj:

Uspokój się! Matka ma holter założony. Chcesz wyjść na zabójcę? Ja się staram, to ty też możesz. To tylko do jutra…

mój drogi mąż