Końcówka

Ja tak w skrócie, żeby nie było, że się nie odzywam.

Jest koszmarnie.

Nie tylko ze względu na pogodę. Na marginesie: właśnie sypie śnieg. Ja po prostu mam skrajnie dość zdalnej edukacji Jakuba. Chociaż właściwie powinnam tu użyć cudzysłowu, bo różne mi się słowa podsuwają oprócz edukacji.

Teoretycznie mamy przed sobą dwa tygodnie tej… no właśnie nie wiem nawet, jak to nazwać… Bo wygląda to tak, że Kuba wchodzi na Teamsy i dostaje szału. Nie wiem, czego chcą od niego nauczyciele i czy jego protesty dotyczą tematu zadań, zakresu czy stopnia trudności. A może są spowodowane animozjami personalnymi? Albo generalną niezgodą na tę formę nauczania? Naprawdę nie jesteśmy w stanie tego określić.

Niewiele to zmienia, bo generalnie wygląda to tak, że słychać nasilające się Kuby protesty, a ponieważ nauczyciele nie chcą odpuścić (mimo naszych wielokrotnych z nimi rozmów na ten temat), to w pewnym momencie dobiega nas odgłos walenia głową w podłogę albo ścianę.

Piter wisi na callach, więc ja potykając się o wszystko po drodze lecę, żeby Jakuba powstrzymać, bo jednak rozbicie głowy albo wstrząśnienie mózgu jest jedną z ostatnich atrakcji, jakiej teraz nam potrzeba.

Kuba uznaje temat za załatwiony i z niemal radosnym „Boli głooowaaa… Muszę odpocząć.” kładzie się do łóżka.

Nie pomagają rozmowy z Jakubem i tłumaczenie mu: „Jeśli nie chce czegoś zrobić, albo potrzebujesz przerwy – POWIEDZ TO NAUCZYCIELOWI.” ani: „Kuba, jak masz JAKIKOLWIEK problem – przyjdź do mnie i mi powiedz!”. Nie pomaga napisanie tego na kartce przyklejonej nad biurkiem. Nie pomagają rozmowy z nauczycielami. NIC kurwa nie pomaga!!!

Tak, wiem. Miałam dbać o kulturę słowa i utrzymywać wysoki poziom kultury osobistej. Ale spróbujcie w tej sytuacji zachować poziom Her Royal Highness – bez posiadania do dyspozycji MI5. No bardzo proszę.

Szkołę, do której Kuba teraz chodzi, wyszarpaliśmy cudem. Wyłącznie po to, żeby jeszcze przez trzy lata gdzieś mógł funkcjonować poza domem. Zanim skończy 24 lata i przestanie istnieć dla tego chorego państwa. Chodziło wyłącznie – ja to może podkreślę: WYŁĄCZNIE o znalezienie mu miejsca, do którego będzie mógł codziennie jeździć, spędzać w nim czas na ciekawych zajęciach, mieć kontakt z jakimiś ludźmi. That’s all. Tymczasem w połowie szkoły wydarzyła się pandemia i koncepcja poszła… Oj no wiecie, gdzie i co.

Sprowadzając temat do parteru: przez półtora roku męczymy się bez sensu, bo równie dobrze moglibyśmy rzucić tę szkołę w cholerę, tyle że Kuba się na to nie zgodzi. Nawet jeśli go skrajnie wkurza. Zaczęte musi być skończone. Nie ma tematu. Więc się męczymy, bez żadnego sensu. I ja wiem, że musimy wytrzymać jeszcze dwa tygodnie, bo w maju zasadniczo nauki już nie ma: zaczynają się egzaminy zawodowe, a Kuby klasa do nich nie przystępuje.

I ja mam takie dwie refleksje, które kosztują mnie kupę zdrowia oraz nieprzespane noce.

Po jaką cholerę człowiek sobie komplikuje życie?

oraz

Co to za kretyński kraj, w którym autystyczny 24latek równie dobrze mógłby umrzeć, bo nie ma dla niego miejsca?

I z tym niezwykle nieoptymistycznym pożegnaniem zostawię Państwa do następnego razu.

Jeśli w ogóle on nastąpi.