Plan B?

Martwię się.

Chociaż nie: właściwie to jestem zaniepokojona.

Mąż mi kupił – jak to się teraz mówi: „za miliony monet”

…chociaż moim zdaniem zapłacił on-line kartą, a nie żadnymi monetami…

Anty-Aging Set.

Pomińmy kwestię taktowności takiego prezentu, chciał dobrze, wie, że mnie nie stać, no to mi kupił w przypływie dobrej woli.

Ale jaki jest sens kupowania żonie drogiego zestawu PRZECIWSTARZENIOWEGO, jeśli cały czas usiłuje się ją wysłać na łono Abrahama???

I ja się zastanawiam, czy to aby nie jest podwójny nelson…

Że z jednej strony szykuje sobie alibi (bo przecież JA? Wysoki Sądzie? ja właśnie żonie Alavidę kupiłem, od ust sobie odejmując karton tego nowego hiszpana z Beczki Wina!!!), a z drugiej: wprowadza zamęt w moich myślach, co może (a przynajmniej istnieje taka teoretyczna opcja) doprowadzić mnie do obłędu… Albo jeszcze bardziej podnieść ciśnienie i załatwić sprawę definitywnie.

Bo ciśnienie znowu mi jeździ i to najchętniej koło trzeciej w nocy.

Pominę tu wątek ze zmywarką, OK? Na FB była wczoraj obszerna relacja…