Uśmiechnij się! Twoi wrogowie będą mieli zmarnowany dzień :D

Załamałam się na chwilę. Bo umówmy się, proszę państwa: tytanowe to ja mam oprawki od okularów, nie odporność na stres.

Ale potem przyśniła mi się Niunia, radośnie zacierająca pulchne rączki i natychmiast stanęłam do pionu.

No prawie, ale to też się liczy.

Załamałam się na chwilę, bo jednak sytuacja nie należy do najbardziej komfortowych. Ale potem usiedliśmy z Piterem i przypomnieliśmy sobie, jak trzy lata temu chłopcy pokończyli szkoły i byliśmy w czarnej rozpaczy. Bo BB zawalił testy gimnazjalne i nie chcieli go przyjąć do żadnej szkoły pogimnazjalnej. Liceum odpadało, szkoły zawodowe były poza jego zasięgiem mentalnym i naszym dowozowym.
Kuba ukończył zaś liceum, a planowana przez trzy lata specjalna szkoła zawodowa wystawiła nas (i wielu innych rodziców) do wiatru, likwidując cztery klasy zawodowe – ponoć z braku chętnych!!! Może pamiętacie, pisałam o tym, załamana totalnie.

To był koszmarny maj i wydawało nam się, że sięgnęliśmy dna, spod którego nikt już nie zapuka. Mniej więcej tak właśnie czujemy się teraz.

Ale potem, po kilku tygodniach beznadziejnego szukania, pukania i wydeptywania ścieżek, znaleźliśmy szkołę dla Kuby. Wprawdzie nie zawodową, ale dającą możliwość wyjścia z domu na trzy lata. Tak – nie wiedzieliśmy, że połowę tego czasu przyjdzie nam spędzić na COVIDowej izolacji… Ale tego nikt nie wiedział. A potem, dwa dni przez końcem sierpnia, znalazło się liceum, które zgodziło się przyjąć BlueBoya. W ramach subwencji oświatowej, więc ponieśliśmy tylko koszty wpisowego i jakichś drobnych opłat towarzyszących.

Nie wiem, co będzie. Nie wiem, co się wydarzy. Wiem jedynie, że nie potrafię poddać się, usiąść i z rezygnacją czekać na śmierć.

Jak to ujęła Matka Chrzestna Pomeza:

To nie w moim stylu

PS.
Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia i otuchy. Za niezasłużone komplementy również 😛 Czasami się przydają 🙂
Pozostałym napomknę jedynie, że nie bez powodu komentarze są moderowane (z wyjątkiem osób, które dostały ode mnie glejt). I owszem, sugestia, że musiałam na łeb upaść, skoro na równi stawiam odebranie dziecku statusu osoby niepełnosprawnej z przesunięciem o rok budowy domu na wsi oraz wykrzaczeniu się projektu „ogród zimowy”, może się wydać komuś celnym przytykiem, ale jeśli komentujący zaczyna swoją wypowiedź od: „czytam cię od dłuższego czasu”, to raczej świadczy o jego… jak by to ująć… ograniczonej sprawności intelektualnej? Bo przez „dłuższy czas”, to raczej można załapać na czym polega mój (chwilami) czarny humor oraz dlaczego czepiam się burżujskich zachcianek w naszym podporządkowanym specyficznym uwarunkowaniom życiu.

No, to chyba wszystko na dziś. Idę sprawdzić, czy nadal wiatr urywa głowy na górnym tarasie (tym, który miał być ogrodem zimowym).

Ciao!