Fotowakacje 2021/2

Naucz się paru przydatnych zwrotów po włosku!

Skoro mamy urządzać w domu WŁOSKIE wakacje, wypadałoby się wreszcie nauczyć kilku podstawowych zwrotów po włosku.

No dobra: trochę z tymi kilkoma zwrotami przesadziłam, ale bolesna prawda jest taka, że mimo trzydziestu lat jeżdżenia do Italii, włoski nadal pozostaje dla mnie językiem obcym. I jest mi strasznie wstyd z tego powodu, chociaż na swoje (wątpliwe) usprawiedliwienie mam to, że kiedy naprawdę chciałam nauczyć się włoskiego – a nawet wzięłam takiż lektorat na studiach, moja siostra oburzyła się niezmiernie, że włoski jest jej i do ciężkiej cholery mogę sobie wybrać jakiś inny język.

Potem wprawdzie zmieniła zdanie i opieprzała mnie za to, że po włosku nie mówię, ale było za późno.

Nie pomagało również to, że we Włoszech miałam do czynienia z ludźmi mówiącymi w lengłidżu, więc motywację do wkuwania włoskiej gramatyki miałam, delikatnie to ujmując, ograniczoną.

W rezultacie po dekadach spędzania wakacji pod słońcem Toskanii (jak również Veneto i Piemontu, że o węgorzach elektrycznych w Puglii nie wspomnę), osiągnęłam stan, w którym Key ostrzegała towarzystwo: „Attenzione! Non parla italiano, ma capisce tutto!”.

Kres tej niewygodnej sytuacji położył Piter: sam niemówiący po włosku nie miał żadnych oporów przed usiłowaniem porozumienia się z Panem Martini. Oraz moi mający coraz większy problem z językiem swojej matki siostrzeńcy. Coś z tym trzeba było zrobić, więc rok temu zafundowałam sobie na urodziny kurs włoskiego, który po pierwszej lekcji został zawieszony z powodu pandemii.

Po kilku tygodniach lekcje wróciły w trybie on-line, ale z grupy zostałam tylko ja. A ponieważ stawka za jedną osobę była dwukrotnie wyższa niż za lekcje w grupie, zaproponowaliśmy naszej lektorce grupę dwuosobową i od maja 2020 uczymy się włoskiego z Piterem, razem.

To znaczy: generalnie uczy się Piter, bo okazało się, że ja jestem zbyt leniwa i za stara, poza tym miewam totalny blackout intelektualny, nazywany fachowo mgłą mózgową (dość częsta przypadłość w przypadku tocznia i niedoczynności tarczycy), który wyłącza mi percepcję. Wtedy na lekcję nie idę. Chyba, że Piter mnie zmusza. To wtedy idę i robię za warzywo.

On generalnie mnie zmusza i chwała Bogu, bo bez tego już dawno bym sobie odpuściła. I wtedy nie odkryłabym parę razy, że znam różne odpowiednie słowa i frazy, chociaż nie mam pojęcia skąd.

Największym problemem jest dla nas brak czasu lub siły na codzienne uczenie się. I to, że w ubiegłym roku nie pojechaliśmy na włoskie wakacje, więc przerabiamy tę pogodę i zakupy, że tak powiem, na sucho.

Ale generalnie nauka włoskiego jest jednym z lepszych pomysłów na

zrobienie sobie włoskich wakacji w domu!