Fotowakacje 2021/18

Wenus

Obawiam się, że dziś będę mało inspirująca. Bo przecież Narodziny Wenus w łazience, to taka oczywista oczywistość, że wręcz banał. Tak przynajmniej kiedyś przeczytałam w jednym topowym lajfstajlowym magazynie.

Trochę mi się zrobiło przykro, bo moja Wenus wisiała w łazience już od kilku ładnych lat, a tu proszę, okazało się, że nie jestem prekursorką, tylko jakimś modowym passé. Ale w sumie przywykłam, bo nieustannie jak coś sobie wymyślam, to za moment pół Polski się tym zachwyca i w ogóle. No nie wybiję się na oryginalność…

Moja Wenus wzięła się z sarkastycznej uwagi Key, że jeszcze powinnam sobie strzelić Botticellego. No to strzeliłam. Przy najbliższej okazji (czyli podczas następnych wakacji) kupiłam w Sienie, w takim małym sklepiku koło schodów do Duomo, plakat, wróciwszy do domu – snobistycznie oprawiłam w grube ramki i powiesiłam w łazience. A co!

W tamtej łazience rama doskonale komponowała się z płytkami na ścianie. W obecnej jest już trochę gorzej zgrana z resztą ceramiki, ale udaję, że tego nie widzę i problem przestaje istnieć.

A samą Nascita di Venere uwielbiam do tego stopnia, że (ha ha ha) nawet ułożyłam sobie puzzle.

Teraz potrzebuję drugiej łazienki, żeby je powiesić.

Może być łazienka w domu na wsi. Nie będę wybredna.