Zażalenie

Sytuacja nam się nieco skomplikowała. Oczywiście wzięłam sobie do serca wszystkie wasze wypowiedzi (odpisałam na nie w komentarzach pod poprzednim wpisem), ale jak wiadomo zawsze jest ta kropla przepełniająca czarę, kropka nad i czy tam inny kamyczek wywołujący lawinę. Czyli jeden drobiazg, który trafia Goliata w czuły punkt.

Otóż jeden człowiek (nie mogę podać bliższych informacji, wiecie: RODO i tak dalej) zarzucił mi kłamstwo i oszustwo. Że jak ja mogę od niego żądać zaangażowania w cokolwiek poza lego i DC, skoro sama ZAWALAM (tak, właśnie takiego użył słowa) coś, do czego się dobrowolnie zobowiązałam (cholera, nie wiem, które wyboldować, a któremu wystarczy zwykła kursywka…)? Że może w takim razie on raz posprząta, a raz nie? I nie będzie się starał nie wyjeżdżać z mordą na sukę, że znowu nasikała. Jak również czuje się zwolniony z danej mi obietnicy nieodszczekiwania się ojcu i nie wyżywania się na biednym, chorym, autystycznym starszym bracie, skoro ja nie jestem w stanie doprowadzić do końca jednego, głupiego, wakacyjnego projektu fotograficznego, do którego on z poświęceniem mi raz zapozował na hamaku podszedł z należytym szacunkiem?

Bo zaprezentowałam szczyt niekonsekwencji wychowawczych, jeśli tego nie wiem. I dlatego powiedział, że nie dziwi się, że mnie wszyscy mają dość, bo go poniosły nerwy, ale każdego by poniosły w takich okolicznościach, a on – że przypomni – ma połowę moich genów, a połowę ojca, z którym awantura poprzedniego dnia zapoczątkowała całą sytuację oraz wywołała u mnie załamanie nerwowe, to niby po kim on (ten anonimowy człowiek, składający zażalenie) ma być spokojny i opanowany?

I ja jestem teraz pod ogromną presją, bo chyba właśnie straciłam budowany przez dwadzieścia jeden długi czas autorytet

Jezu, ja się wykończę przez to dostosowywanie do chronienia danych personalnych…

a jeszcze Daśka się odgraża, że swojego bloga zamknie – i wtedy nie dość, że będę winna traumy (oraz wkurwu) wielbicieli jej talentu, to jak nic Renia mnie opierdzieli, a ja z duchami to jednak wolałabym nie zadzierać. A w ogóle to byłby skandal, żeby Daśka zamykała cokolwiek, bo ona powinna otwierać, a nie zamykać. Galerię na przykład. Ale to wie każdy, kto widział jej obrazy.

A, no i Madre. Ja tylko czekam na klasyczny tekst o tym, że niedługo umrze i zostanę z dożywotnim wyrzutem sumienia, że w ostatnich latach jej życia egoistycznie odebrałam jej wieczorną lekturę, za co będzie mnie nękać z zaświatów (bo zdaje się, że nękanie za plastikowe kwiaty na grobie zostało odwołane wskutek podniesienia jakości tworzyw sztucznych).

Chodzi mi po głowie pewien pomysł, ale póki co, niech będzie: dokończę FOTOWAKACJE 2021.

A później…