Fotowakacje 2021/28

Porozmawiajmy o

Limoncello

Nie jakiejś tam cytrynówce, tylko oryginalnym limoncello Angeli, przygotowywanym według starej, rodzinnej receptury, z najlepszych pulijskich cytryn.

Możemy na chwilę pominąć brak oryginalnych Limone Femminello del Gargano IGP w Polce? Dziękuję. Nikt nas nie zastrzeli, jeśli użyjemy zwykłych bio eco (sorry, ale to naprawdę ma znaczenie!) cytryn z eco bazaru.

W zamian za waszą łaskawość opowiem, jak to z naszym limoncello było… Chcecie?

Podczas słynnych wakacji z elektrycznymi węgorzami (możliwe, że z pełnym zrozumieniem będziecie musieli poczekać, aż skończę pisać książkę o włoskich wakacjach), Angela podzieliła się z nami rodzinną recepturą na limoncello. I od razu zastrzegła, że to muszą być specjalne pulijskie cytryny na limoncello.

Tak, wiem, że się pisze: apulijskie. Ewentualnie: pugliese. Jakoś sobie z tym moim pulijskie musicie poradzić. Jest upał i mój mózg nie współpracuje, a Martini Prosecco dopiero się chłodzi.

I kiedy wyjeżdżaliśmy do Polski wysłała nas z tym przykazaniem na stragan w Lido.

Stanęliśmy sobie przed tym straganem i oglądaliśmy cytryny. Bez ani jednego słowa – co ważne!!! A z boku siedział właściciel. Chwilę na nas popatrzył, podszedł i powiedział:

„Na limoncello nie TE, tylko TAMTE! Ile?”

Przysięgam, nic nie kłamię!!!

Z tego szoku zatrzymaliśmy się w przydrożnym sklepie i kupiliśmy flaszkę oraz cztery kielonki. Na limoncello. Wprawdzie Piter nieco oponował, ale chyba wolał się nie narażać wszechwiedzącemu Pulijczykowi. Dzięki temu możemy dziś zrobić sobie Włoskie Wakacje (Tyle Że W Domu), z takim oto digestivo: