Fotowakacje 2021/32

Zawsze Prowansja

Strasznie mnie te upały wyczerpały… Nie mam na siły na nic, poza zaszyciem się z jakąś książką w cieniu i udawaniem, że mnie tu nie ma. A na takie stany najlepszy jest (doszczętnie zaczytany) Peter Mayle. Zdecydowanie wolę jego książki non fiction od powieści z sensacyjno-romansowym wątkiem. Opisujące widziane oczami Anglika życie francuskiej prowincji i celebrujące proste przyjemności życia. Bardzo lubię te opowieści. Zawsze poprawiają mi humor. I sporo wniosły w moje podejście do życia…

Ponieważ mój mózg nadal przebywa w stanie hibernacji i nie jestem w stanie wymyślić niczego oryginalnego, posłużę się opisami, które kiedyś zamieściłam w Czytelni Kury Domowej (nadal nie mogę się zdecydować, czy ją kontynuować, czy zamknąć…).

ROK W PROWANSJI

Ta mała książeczka wiele namieszała… Przede wszystkim spowodowała nagły wzrost zainteresowania Prowansją. Ale nie tylko – zapoczątkowała modę, zwłaszcza wśród spragnionych słońca, wina i życia, którego najważniejszym punktem jest sjesta, Anglików na szukanie domów (najlepiej zrujnowanych) na południu Francji, Włoch, Hiszpanii i Grecji. Za Anglikami poszli Amerykanie. Wielu z nich odkryło (niestety) w sobie pisarskie talenty. Od tamtej pory półka z książkami „Kupiłem dom na Południu Europy i teraz muszę o tym napisać” stale się powiększa. Niektóre z nich są nawet udane, ale to Mayle był pierwszy i chociaż z tego powodu, warto Rok w Prowansji przeczytać.

Rok w Prowansji, Peter Mayle, tłumaczenie: Ewa Adamska

ZAWSZE PROWANSJA

Po niespodziewanym sukcesie Roku w Prowansji, ciąg dalszy opowieści o życiu na francuskiej prowincji był wyłącznie kwestią czasu. Zawsze Prowansja to kolejna porcja anegdot, tym ciekawszych, że prawdziwych. O ile w przypadku prowansalskich wieśniaków można dać wiarę opowiadanym historiom.

Podążając za odkrywającym uroki Prowansji Autorem, spotkamy starych znajomych, poznamy nowych, ale przede wszystkim przez dziewiętnaście wieczorów poczujemy się trochę rezydentami. Albo przynajmniej coraz bardziej zapuszczającymi korzenie przyjezdnymi, chociaż bez własnego pied-à-terre.

Zawsze Prowansja, Peter Mayle, tłumaczenie: Zofia Zinserling

JESZCZE RAZ PROWANSJA

Ścigany przez natrętnych wielbicieli, oblegany wakacyjnie przez dalszych i bliższych znajomych, autor Roku w Prowansji i Zawsze Prowansja porzucił swój kamienny dom i marzenia o raju na ziemi. Ale kraj pastisu i boules ścigał go przez ocean nie gorzej, niż intruzi. I wygrał, bo trudno uciec przed przeznaczeniem. Tym bardziej, że na takie przeznaczenie, każdy by przystał bez zastrzeżeń.

Jest w Prowansji coś magicznego. Bliski naturze styl życia. Bazująca na sezonowych produktach kuchnia. Nieśpieszny, poddany porom roku rytm. To wszystko zmusza do zatrzymania się i kontemplowania świata. Zimą – trzaskający w kominku ogień i mięsna potrawka, latem – zabójczo pachnące melony i rosé. Ogłuszający koncert cykad, leniwy stuk uderzających kul pétanque, drzemka w cieniu platana… Och, nie mówcie, że nigdy o tym nie marzyliście!

Zawsze Prowansja, Peter Mayle, tłumaczenie: Zofia Zinserling

Lektura prowansalskich opowieści Mayle’a musiała się skończyć w jeden sposób: zobaczeniem na własne oczy tych bezkresnych pól lawendy, wąskich uliczek Ménerbes oraz dorwaniem jakiegokolwiek marché! I chociaż udało nam się to wszystko, to obawiam się, że na Prowansję zapada się w sposób nieuleczalny… Całe szczęście, że Kuba ma ten translator! Trzeba zacząć przymiarki do kolejnej wyprawy!

Wiem, że już tu były, ale sami rozumiecie, że nie mogę ich nie zalinkować pod tym wpisem…