Abonament radiowo-telewizyjny.

Dopadli nas…

Państwowej telewizji nie oglądamy od lat. Mamy cyfrową, płacimy za kanały, które nas interesują i konieczność zapłacenia haraczu na partyjną propagandówkę bardzo mnie boli. Bo tu nie chodzi o niezgodność światopoglądową, ale o finansowanie skrajnego rynsztoka, jakim stało się to medium.

Jednak wizja komornika brużdżącego nam w finansach, była wystarczająco przekonywująca i z trudem powstrzymując się przed udekorowaniem urzędu pocztowego ośmioma gwiazdkami, postanowiliśmy uiścić zaległy abonament.

Zanim odpowiedzieliśmy na wezwanie do zapłaty, sprawdziłam jednak, czy przypadkiem nie przysługuje nam zwolnienie z opłat. Bo z ulgami to my zawsze jesteśmy mocno zacofani. No i okazało się, że gdyby odbiorniki były zarejestrowane na mnie, nie na Pitera, to łapię się na zwolnienie z tytułu zasiłku dla opiekuna osoby niepełnosprawnej.

Ale gdybyśmy te telewizory i radia zarejestrowali NA JAKUBA, to moglibyśmy sobie wybierać między: stałą niezdolnością do pracy, znacznym stopnień niepełnosprawności, zasiłkiem opiekuńczym a rentą socjalną…

Zatem poszedł Piter z Jakubem na pocztę. Wyrejestrował. Zarejestrował. Mamy święty spokój. Szkoda, że z takim poślizgiem, bo można to było załatwić kilka lat temu…