Kuby imieniny w obrazkach

EDYTOWANY, bo podobno „znowu próbowałam się tanio wykręcić, zamiast coś napisać”.

Kuba zażyczył sobie na imieniny Pikaczu, czekoladki Wedla i wyjazd do Łodzi.

A w Łodzi tradycyjnie: restaurancja, kawniarnia i spacer. Toczka w toczkę Dziadek Maciek. Swoją drogą to ciekawe, że obaj najwięcej mają po dziadku przyrodnim…

Tym razem pojechaliśmy do Manufaktury, bo wieki w niej nie byliśmy. Pogodę mieliśmy na zamówienie. Ludzi było sporo, ale bez przesadnych tłumów. Jedzenie wyborne i bez rozbijania banku. Jedna rzecz nas uderzyła: nigdzie, ale to nigdzie nikt nie nosił maseczek. W lokalach również.

Jak widać: znowu wszyscy più o meno in blue, więc Makówka (jeśli tu jeszcze zagląda) powinna być usatysfakcjonowana.

Teraz dwa słowa o zdjęciach: z Łodzi jestem tylko ja i Jakub, reszta to uzurpatorzy (po prostu nam zazdroszczą).

nie wiem, czy nie powinnam napisać Nam – bo to by było takie en vogue… ale chyba jednak zbyt by mnie bolało, jako masakra na polskiej ortografii

I uprzejmie proszę powstrzymać się od pełnych troski i współczucia komentarzy, że jak ja wyglądam. Mój wygląd jest adekwatny do samopoczucia i kondycji zdrowotnej, więc rozumiecie – nie jest najciekawiej pod tym względem.

Ach, no zapomniałam na śmierć!

Na świętego Jakuba warto upiec sobie Jakubowe ciasto. Ale jeśli przegapiliście, to torta de santiago jest dobra na każdy dzień roku!