Harry Potter

Wycieczka do Londynu, a zwłaszcza do

Warner Bros. Studio Tour London

miała być główną atrakcją tegorocznych wakacji i nagrodą dla chłopaków (i ich rodziców) na zakończenie szkolnej edukacji.

Pandemia pokrzyżowała nam plany i pozostało nam jedynie domowe świętowanie kolejnych urodzin Harrego, w otoczeniu książek, filmów oraz, rzecz jasna, nie mieszczących się na półkach w pokoju BlueBoya zestawów lego.

Dla moich synów Harry Potter był zawsze. Coś jak Muszkieterowie czy Batman. Piter obejrzał wszystkie filmy w ramach Kina Familijnego, ale jest totalnym ignorantem, bo nie przeczytał książek i w związku z tym niczego nie rozumie. Ja pierwszego Pottera dostałam na urodziny od Marianny – przeczytałam mimo wewnętrznego oporu (bo przecież nie wypadało nie przeczytać prezent)u i utknęłam na dobre. Nie mogąc się doczekać kolejnych tomów, w akcie desperacji czytałam nawet premiery w bardzo obcym mi lengłidżu. A to naprawdę jest ogromne poświęcenie z mojej strony, bo wyjątki od zasady „nie czytam po angielsku” robiłam wyłącznie dla Pottera, Titchmarsha i Jamiego Olivera.

Myślę, że (poza tym całym medialno-marketingowym cyrkiem) Potter stał się częścią globalnej kultury XXI wieku również dlatego, że niesie uniwersalne przesłania. Rodzina i przyjaciele są największym dobrem. Zło zostaje pokonane, chociaż nie bez ofiar. Warto być wiernym swoim zasadom.
Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Chociaż oczywiście wkurza mnie Rowling podstawowymi błędami logicznymi, ale mamy dziś święto, więc nie będę robić za joykillera.

O miejscu Harrego P. w życiu naszej rodziny mogłabym pisać dużo i długo, ale czas na planszówkę, a potem jakiś mały seansik, więc może innym razem. Na przykład za rok…

Jak na potteromaniaków przystało mamy kilka kompletów książek.
Mamy również audiobook, na którym BB uczył się czytać. Dlatego ważna była identyczność nagrania z tekstem w książce… Nie pytajcie…