Fotowakacje 2021/41

Wreszcie!!!

Suspensu nie ma, bo wszystko widać na zdjęciu.

Minęły dwa tygodnie od drugiej dawki Pfizera i zaczynamy wracać do przedepidemicznych zajęć.

OK, wrócił z wakacji trener i otworzyli korty. Jeśli to ma jakieś znaczenie…

Wczoraj, po pożegnaniu rzucających ukraińskimi bluzgami budowlańców, zawieźliśmy wreszcie paniczów na trening. Ciekawa byłam, czy pamiętają jeszcze, jak się trzyma w ręku rakietę, ale moje obawy były nieco na wyrost, a trener powiedział, że spoko, rozegrali bardzo przyzwoity mecz.

Moim zdaniem zbyt łagodnie ich potraktował…

Obaj wrócili bardzo zadowoleni. A my (Piter and I) zdążyliśmy się pokłócić. O tenisa właśnie. Bo ja uważam, że chłopcy powinni jeździć co tydzień. Drugi rok cały czas w domu siedzą i to niestety przekłada się na coraz gorsze ich funkcjonowanie. Zresztą Piter też powinien. Na tego tenisa jeździć. Bo on rusza się jeszcze mniej od chłopaków, którzy jednak dają się wygonić raz dziennie na rower. No i pokłóciliśmy się, bo mój mąż powiedział, że nas nie stać na tenisa dwa razy w tygodniu i że mogą jeździć na zmianę: raz oni, raz on. Więc ja mu powiedziałam, żeby sobie tę zmianę wsadził nie powiem gdzie. I że skoro stać go na niesprawdzenie, czy koszty remontu domu można jakoś odpisać od podatku, to znaczy, że ma kupę pieniędzy. A skoro ma kupę pieniędzy, to niech płaci za zajęcia sportowe dla dzieci. Zwłaszcza, że oni nigdzie nie jeżdżą, nigdzie nie chodzą, a z basenem to tak nie do końca jesteśmy przekonani… On mi na to, że wcale nieprawda, a nie sprawdził, bo zapomniał. Ja tego argumentu nie kupiłam, bo sorry, ale jak się musi nagle wydać kilkanaście tysięcy, których się podobno nie ma, to się szuka wszelkich opcji i to ZANIM musi się te pieniądze zapłacić.

Osiągnęliśmy pat i każdy okopał się na swoich pozycjach. Zatem zaproponowałam, żeby przez miesiąc nie kupował wina, to się znajdą pieniądze na tenisa dla chłopaków. A on może nie jeździć, jeśli mu się nie podoba. Na co on się obraził, co w żaden sposób nie przybliżyło nas do rozwiązania problemu.

Ostatecznie skończyło się tym, że powiedziałam, że ja zapłacę za treningi chłopców, a on niech sobie jeździ lub nie. Jak mu tam pasuje. Co w połączeniu z tematem remontu znacznie oddaliło nas od rodzinnej sielanki…

O remoncie będzie jutro.

PS.
Widzieliście tę poświatę za Jakubem? 😀