Remont czyli FOTOWAKACJE 2021/42

Dom nam się sypie.

I to wcale nie metaforycznie, tylko po prostu odpada tynk z elewacji. A odpada, bo deweloper spieprzył rynny i woda lała się po ścianie.

Jakoś nawet nas to specjalnie nie zdziwiło, bo NDI to specjalista od fuszerek: drugi etap naszego osiedla był poprawiany zanim skończyli go budować, reklamacyjne ekipy remontowe mieszkały w baraku pod osiedlem chyba ze trzy lata, grupa mieszkańców na FB co chwilę złowieszczo bulgotał, niczym lawa budzącego się Wezuwiusza, a sąsiedzi nieustannie wymieniali się uwagami na temat pękających ścian, przeciekającego tarasu nad garażem, czy nie działającej takiej czy innej instalacji. Normalka dla dewelopera, który nie dość, że zmienił koncepcje osiedla zaraz po (surprise-surprise) sprzedaniu ostatnich domów pierwszego etapu (na przykład mieliśmy mieć za siatką miłe centrum handlowo-usługowe z parkingiem, którego nie wybudowano na osiedlu, bo po co dwa?), to po uruchomieniu drugiego etapu uznał, że się rozszalał i cztery metry od ściany budynku do siatki wystarczą, więc poprzesuwał szeregi domów i teraz sąsiedzi mogą sobie zaglądać do talerzy i podziwiać, co vis a vis podaje się na obiad.

Przykładów mogłaby podać więcej, ale u nas szczęśliwie obyło się bez większych kataklizmów. Ot – przy każdej ulewie zalewa nam przedpokój, bo ten imbecyl architektury zaprojektował drzwi otwierane do środka. Oraz dla równowagi: studzienkę odpływową od zewnętrznej strony tych drzwi. Tylko jakoś wodzie łatwiej jest lać się do domu, niż do studzienki. Praw fizyki itd. Ja ten feler zauważyłam już na etapie budowy, ale ponieważ drzwi były już zamówione, to NDI najpierw usiłowało nam wmówić, że sobie tę zalewającą wodę wymyśliliśmy, potem bawiło się w nic nie dające silikonowanie, a na koniec minął termin rękojmi i po prostu zwinęli się do domu, montując średnio sprawdzający się okapnik na drzwiach. Drugą poważną niedoróbką jest spieprzona instalacja wodna, dzięki której zimą mogę sobie pomarzyć o gorącej wodzie w mojej łazience, za to latem trudno się schłodzić pod prysznicem. Trzy ekipy od armatury próbowały coś z tym zrobić i po prostu się nie da. Nie narzekam, bo u sąsiadki w ŻADNEJ łazience nie ma gorącej wody.

O niezabezpieczonych kablach elektrycznych w ścianie w miejscu prysznica wspominałam? No to nie kupujcie domu od NDI.

Że woda się leje i na ścianie powstają purchle to było widać już od jakiegoś czasu. Ale wiecie jak wygląda proces decyzyjny u mojego męża… Dopiero kiedy ochroniarz po raz kolejny przyszedł z informacją, że „Nie wiem, czy pan widział, że się panu ściana sypie?” uznał, że jednak dalsze ignorowanie problemu nadwyręża nieco jego wizerunek i postanowił zadziałać. Nieprawdopodobnie szybko znalazł firmę od remontów, która przyjechała do pracy szybciej, niż zdążyliśmy się zastanowić, skąd weźmiemy piętnaście tysięcy na wymianę rynien, skucie purchli, uzupełnienie skutego tynku i pomalowanie całego domu, żeby nie wyglądał jak wtedy dom mojej siostry…

To zostawię was teraz z tą przydługą zapowiedzią, a o przebiegu remontu, szerszeniach i wodzie lejącej się po żyrandolu opowiemy tumoroł. Może być?