Drugie imieniny

Imieninowy weekend spędzam na wdrażaniu w życie mojego nowego motta.

Zacznij tu, gdzie jesteś

z tym, co masz

i zrób to, co możesz.

Może to motto nie jest takie nowe, ale wielokrotnie sprawdzone i skutecznie stawiające na nogi. To po co mi szukać jakiejś nietestowanej nówki? Zresztą wdrażam je w życie w parze z innym pewniakiem:

Umiesz liczyć?

Licz na siebie.

Nie chodzi mi o to, żeby nikogo o nic nie prosić. Bez przesady! Są przecież rzeczy, których sami nie jesteśmy w stanie zrobić. Na przykład wynieść ten złom zalegający w najbardziej zaniedbanym kącie ogródka. Ale o to, żeby się nie wieszać na uzależnieniu od pomocy, tylko przede wszystkim oprzeć się na tym, co samemu można zrobić. Nawet jeśli oznacza to zredukowanie marzeń i przeorganizowanie planów.

I ja na przykład postanowiłam zająć się Marcepanowym Ogrodem.

Bo szkoda mi zdrowia na nerwy i rozczarowania związane z nie moją Ziemią Przodków. A tu pod domem mam kawałek własnej ziemi, o której tak przecież marzyłam, a którą skandalicznie zaniedbałam przez ostatnie trzy lata…

Niby mam na to usprawiedliwienie. Odwlekaliśmy porządki, bo część roślin mieliśmy wywieźć na wieś. Jak ze wsią było – pisałam na bieżąco, więc nie będę się denerwować we własne imieniny.
W tym roku zaliczyliśmy mocną zimę, po której część krzewów przez cały sezon nie do końca doszła do siebie (a niektóre wcale…).
Potem mieliśmy remont domu, porozstawiane wszędzie rusztowania, obsypane skuwanym tynkiem i pochlapane farbą rośliny.
Właściwie udało nam się zrobić dwie rzeczy: fontannę i jedną skrzynię na warzywnik. Drugiej już nie, bo remont elewacji zeżarł nam wszystkie pieniądze (albo i więcej).

I w przeddzień imienin wyszłam sobie na kuchenną werandę, i pomyślałam, że to przecież jest bez sensu. Ziemia Przodków wysysa mi resztki zdrowia, a ja tu mam coś, co zawaliłam dokumentnie, a przecież tylko ode mnie zależało, jak i co tam będzie! OK, nie dam rady usunąć rozrośniętych krzewów i drzewek, które muszą iść pod nóż, bo z głupim kikutem od lilaka walczyłam dwie godziny. Nie wyniosę też sama tego złomu, który kiedyś był wiszącym fotelem. Ale całą resztę mogę sobie powoli zrobić. Sama. I sprawić, że ten ogródek znowu będzie zachęcał do wyjścia z domu.

Oraz wstawiania na fejsa zdjęć, które tak bardzo wkurzają niektórych członków mojej rodziny.

Koniec sierpnia to może nienajlepszy moment na ogrodowe szaleństwa. Ale jeśli dziś zacznę, to przyszły rok rysuje się naprawdę obiecująco 🙂

A z tą drugą skrzynią coś się wymyśli… Zawsze coś wymyślam, więc dlaczego teraz miało by być inaczej?